polski english

Po bananie w Ghanie

13-12-2011

Tym razem zawodowy los rzucił mnie do południowej Ghany. Jako że podczas 5 tygodniowego pobytu nie udało mi się popracować z powody zbyt wzburzonego oceanu wolny czas spędzałem na fotografowaniu otaczającej mnie przyrody, ludzi i lokalnego życia. Samolot wystartował z Heathrow, po około 6 godzinach oglądania nowości filmowych i popijania darmowych drinków wylądowaliśmy na lotnisku Kotoka w stolicy Ghany – Accra.

 

Ghana.jpg

 Ryby w każdej postaci to podstawa wyżywienia lokalnej społeczności.

Dla ciekawych dodam iż najłatwiej można tu dolecieć liniami British Airways albo KLM. Lotnisko Kotoka to także bardzo dobry węzeł komunikacyjny z krajami takimi jak RPA, Maroko, Kenia, Namibia, Libia. Ghana to jeden z najbardziej rozwiniętych i zarazem bezpiecznych krajów Afryki zachodniej.  Pierwszą uderzającą rzeczą dla przybysza z zimnej Europy jest duszne gorące i lekko stęchłe powietrze, które sprawia że dźwigając zwykły bagaż momentalnie oblewamy się potem. Na lotnisku pełno jest  chętnych by ponieść bagaż i odwieźć do hotelu.  Jeśli nikt nie czeka na nas można skorzystać z ich pomocy jednak należy najpierw spytać o cenę a następnie zaproponować 30 procent  ceny wyjściowej.

ghana_pomidory_i_papryczki.jpg

 Pomidory i papryczki

 Po spędzonej nocy w stolicy udaliśmy się w 5 godzinną podróż samochodem do oddalonego o 230km miasta Takoradi. Jazda po lokalnych drogach to nie lada wyzwanie dla kierowcy. Do Afryki trafiają coraz lepsze samochody z Europy, trafiają także samochody rozbite, które są tu remontowane tanim kosztem i w dość wątpliwej kondycji technicznej wyjeżdżają na drogi. Drogi które są dość wąskie i momentami bardzo kręte. Sytuacje utrudniają także wszechobecne ciężarówki z naczepami.  Niski poziom wyszkolenia kierowców w połączeniu agresywna jazdą i chęcią pokazania się w „nowym” aucie  doprowadza do sytuacji kiedy to co kilka kilometrów widzimy na poboczy rozbite bądź spalone auto i tablice ostrzegawcza informującą o ilości osób zabitych w tym miejscu. Częstym widokiem są minibusy wypchane po brzegi pasażerami wyprzedzające na tzw. „trzeciego”.

Ghana_warzywa.jpg

Warzywa na targu

Tak po 5 godzinach z lokalnym kierowcą, wyprzedzania i ciągłego używania klaksonu dotarliśmy do Takoradi. Po wieczorze spędzonym w lokalnym barze i  próbie wypicia lokalnego piwa (odradzam) udaliśmy się na wypoczynek do hotelu.

Ghana_planty.jpg

 Banany gotowe do smażenia

Następnego dnia podczas zwiedzania Takoradi odwiedziliśmy niezwykłe miejsce, był to lokalny targ „Circle Market”. Budynek na planie koła przypominający mini Coloseum. Poniżej kilka ujęć przedstawiających ludzi handlujących tam i ich towary. Niestety zdjęcia nie są w stanie pokazać zapachów które temu miejscu towarzyszą (mieszanka zapachu wędzonej ryby, nadgnitego mięsa, kurzych odchodów i ścieków lokalnie przeplatana delikatna nutą przypraw ).

Geobart

Ciąg dalszy nastąpi, więcej zdjęć z wyprawy znajdziecie w galerii Więcej relacji z podróży znajdziecie w dziale "Okiem podróżnika".

Ciekawe wydarzenia

Sonda

Obawiasz się wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej?
 Tak
 Nie
 Nie mam zdania

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje, wybierz interesujące Cię kategorie i podaj swój adres e-mail.