polski english

Świątynia Tygrysa koło Kachanaburi

21-02-2013

Jest takie miejsce w Tajlandii gdzie możesz zobaczyć tygrysa. Więcej, możesz go nawet dotknąć albo jeśli wolisz możesz nakarmić mlekiem malutkie 6 tygodniowe tygrysiątko. Jest to prowadzona przez buddyjskich mnichów Świątynia Tygrysa. Będziesz chciał tam pojechać!

Na nasz drugi dzień pobytu w Tajlandii zaplanowaliśmy wizytę w Świątyni Tygrysa w okolicach Kachanaburi. Jest to miasteczko sławne między innymi z tego, że znajduję się tu filmowy Most na rzece Kwai. Wielu turystów przyjeżdża też tutaj aby odwiedzić cmentarz wojskowy z czasów II wojny światowej. Nas ani most ani pobliski cmentarz nie do końca interesowały, my po prostu chcieliśmy spędzić dzień z tygrysami.

Pozostała nam tylko kwestia dostania się z Bangkoku do Kachanaburi, a potem do Świątyni Tygrysa. Po naszych wcześniejszych doświadczeniach z taksówkami i tuk tukami stwierdziliśmy, że z tym już koniec i poszukamy innego środka transportu. W paru biurach podróży oferowali wycieczki do Świątyni Tygrysa, ale były łączone z innymi atrakcjami i wychodziło, że w świątyni, w zależności od biura spędzilibyśmy tylko około godziny lub półtorej. Wybierając taką opcję nie mielibyśmy możliwości karmienia małych tygrysków, ponieważ odbywa się to w zupełnie innych porach niż zorganizowane wycieczki. A poza tym co to jest godzina spędzona z tygrysami? Zaczęliśmy więc szukać transportu na własną rękę.

 

autobus.jpg

Tak wygląda przeciętny PKS w Tajlandii - wiatraczki robią wrażenie


Troszkę nam to zajęło, ale w skrócie nasza droga do świątyni wyglądała w skrócie tak: z Khao San Road pojechaliśmy autobusem 516 do Sai Tai Mai (Southern Bus Terminal), potem busem do Kachanburi, potem autobusem 86 do „przystanku” na żądanie w okolicy Świątyni Tygrysa. Potem mieliśmy szczęście bo australijska para, która jechała do tygrysów taksówką stwierdziła, że zabierze turystów spacerujących po zupełnej dziczy. I tak się dostaliśmy do Tygrysów. Nasza droga była o wiele dłuższa niż standardowego turysty, jadącego sobie z hotelu klimatyzowanym busikiem marki Toyota, który podwiezie go pod samego tygrysa, a potem zabierze z powrotem do hotelu, ale jest to droga, która pozwala poznać prawdziwych ludzi, którzy tam żyją i mieszkają. Podróżując jak turysta będziesz tylko turystą, podróżując jak Tajowie, nie staniesz się Tajem, ale chociaż troszkę liźniesz ich prawdziwej kultury. I chyba o to chodzi – polecamy.

Więcej o tym jak dostać się z Bangkoku do Świątyni Tygrysa w Kachanaburi tutaj.

Wstęp do Świątyni jest płatny, około 500 bahtów (50 złotych), ale to jest tylko podstawowa opłata, za karmienie małych tygrysków lub zabawę z dorastającymi kotami trzeba dodatkowo zapłacić. Opłata wejściowa upoważnia cię co poruszania się swobodnie po Świątyni; zrobisz sobie zdjęcie z dorosłym tygrysem, pogłaszczesz sarenkę, nakarmisz bawoła, uciekniesz dzikowi i ogólnie będziesz miał frajdę z dzikimi zwierzętami. Ale pamiętaj wszystko to są dzikie zwierzęta i mogą być niebezpieczne. Zresztą od razu na wstępie do Świątyni podpisujesz oświadczenie, że w razie ataku zwierząt nie kierował sprawy do sądu.

Kobiety w Świątyni Tygrysów muszą pamiętać o jednym – panują tu zasady jak w każdej innej świątyni w Tajlandii i muszą mieć zakryte ramiona i nogi – przy 35 stopniach nie jest to miłe, ale jest niestety wymagane. Cała świątynia to jest po prostu duży obszar podzielony na różne miejsca gdzie spotkasz różne zwierzęta – jest kanion gdzie zrobią ci zdjęcie z dorosłym tygrysem, basen do zabaw z młodymi tygrysami, pomieszczenia gdzie karmi się młode, jeziorko gdzie odpoczywają bawoły itd.

 

bawoly.jpg

Taki widok wita cię w Świątyni Tygrysa - w błotnym jeziorku wypoczywają bawoły - to co widać na wierzchu to ich rogi

My swoje kroki skierowaliśmy od razu do małych tygrysków – po zapłaceniu 1000 bahtów za osobę zarezerwowaliśmy sobie miejsce w grupie karmicieli. Karmienie miało odbyć się za dwie godziny więc mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie reszty kompleksu.

Naszym następnym przystankiem był kanion, gdzie kolejno wprowadzane były dorosłe tygrysy. Najpierw usiedliśmy sobie na ławkach przed kanionem gdzie przewodnik opowiadał o świątyni, mnichach i tygrysach. Jego opowieść przerywało tylko pojawienie się kolejnym tygrysów wprowadzanych do kanionu. – wszyscy musieliśmy wtedy wstać i ze względów bezpieczeństwa odwrócić się twarzami do tygrysa. Jedna z turystek nie dostosowała się do polecenia i została napomniana – „tygrys atakuje od tyłu, jeśli zobaczy twoje plecy jest bardzo prawdopodobne, że jego instynkty wezmą górę i skoczy na ciebie! Wystawiasz na ryzyko nas wszystkich!” – podniesionym głosem powiedział jej przewodnik. Od tamtego momentu wszyscy karnie podnosili się z siedzeń i odwracali twarzami do nadchodzących tygrysów.

Przewodnik, około 30 letni amerykanin, kontynuował swoją opowieść -  Świątynia Tygrysa czyli Wat Pa Luangta Bua Yannasampano, początkowo była miejscem odosobnienia dla mnichów jednak z czasem ludzie zaczęli przyprowadzać tutaj opuszczone lub chore zwierzęta. Z czasem przybyło ich tyle, że zmieniło to całkowicie charakter tego miejsca. Wraz ze zwierzętami zaczęły przybywać też osoby chcące pomóc przy ich opiece. Przełomowym momentem stał się film dokumentalny National Geographic poświęcony świątyni, mnichom i oczywiście przebywającym tu tygrysom. Od tego momentu świątynia stała się sławna na całym świecie i zaczęły tu przybywać rzesze turystów.

Świątynia Tygrysa jest w dalszym ciągu miejscem wyjątkowym – jest to jedno z niewielu miejsc gdzie możesz spotkać tygrysa z bliska i bez krat. W odróżnieniu od innych podobnych miejsc tygrysy nie dostają żadnych środków uspakajających ani odurzających co czyni to doświadczenie bardziej prawdziwym. Koty są przyzwyczajone do obecności ludzi, od małego są wychowywane przez mnichów i wolontariuszy. Ale zawsze pozostają w nich kocie instynkty więc zawsze trzeba dostosowywać do wskazówek opiekunów – jeśli jakiś tygrys jest rozdrażniony wtedy zostawia się go w spokoju i nie przyprowadza się w jego pobliże turystów.

 

prowadza_tygrysa.jpg

Wprowadzają tygrysa!


Wielu ludzi dziwi się, ze dorosłe tygrysy prze większą część czasu leżą lub śpią – ale w tym te zwierzęta nie różnią się tak bardzo od naszych domowych ulubieńców. Po prostu lubią spać. Dodatkowo kiedy na dworze jest prawie 40 stopni wtedy mają jeszcze mniejszą ochotę na ruch. Za to ożywają wieczorem, kiedy to jest dla nich naturalna pora do polowania i zdobywania pożywienia. Od późnego popołudnia świątynia jest zamknięta, nikt nie ma do niej wstępu, tygrysy hulają sobie na wybiegach i nawet mnisi im nie przeszkadzają, ponieważ wtedy spokojne tygrysy zamieniają się w niebezpieczne drapieżniki. Para turystów zostawiła swój plecak w okolicy kanionu tygrysów – ponieważ było już koło 16, część tygrysów została już wypuszczona i byłoby zbyt niebezpiecznie żeby ktokolwiek wrócił po zostawione rzeczy. Turyści zostali poproszeni o powrót następnego dnia. Nie było im to po drodze, ale zrozumieli, że nikt nie będzie ryzykował życia i wchodził na teren tygrysów po zostawiony plecak.

Kanion tygrysów to miejsce przypominające fabrykę, tutaj nie produkuje się ani skarpetek, ani koszulek – tu produkuje się zdjęcia z tygrysami. Każdy dostaje swojego prywatnego opiekuna, który trzyma za rękę i doprowadza do tygrysa, każdy ma też prywatnego fotografa, który weźmie twój aparat i cyka fotki przy każdym tygrysie. Wszystko to odbywa się w naprawdę ekspresowym tempie, w ciągu 15 minut masz zdjęcia 8 różnymi tygrysami, każdego dotykasz, głaszczesz, trzymasz za ogon, ale jest to trochę pozbawione wyjątkowości. Wiadomo, jest wyjątkowo, no bo w końcu nie na co dzień łapiesz 200 kilogramowego tygrysa za ucho, ale wszystko jest naprawdę robione baaardzo szybko.

Za to zabawy z młodymi albo karmienie maluszków to już zupełnie inna historia. Zabawa  młodymi to ponad 30 minut stania w wodzie i ruszania szmatą na kiju. Kot jak to kot szmatę atakuje, gryzie i szarpie, jest przy tym kupa śmiechu, tygrysy mają rozrywkę i odrobinę sportu, turyści spotkanie z drapieżnikiem a mnisi dodatkową gotówkę na rozbudowę świątyni.

Zobacz jak tygrys atakuje szmatę



Ważne! Przeczytaj!
Świątynia Tygrysa znajduję się po środku „niczego” – tam nie ma miasta ani wioski, same pola i nieużytki. Nie ma nawet przystanku autobusowego. Autobus zatrzyma się na żądanie - trzeba pamiętać, żeby poprosić kontrolerkę biletów, żeby powiedziała gdzie wysiąść. Nie ma
bezpośrednich połączeń do Świątyni Tygrysa (oprócz zorganizowanych wycieczek lub wynajętych taksówek/busów) i do świątyni trzeba będzie iść pieszo jeszcze około 3 kilometrów od „przystanku”, niektórzy podają, że to jest 500 metrów lub jeden kilometr – ale to jest więcej! Pamiętaj, najprawdopodobniej będzie 35 stopni, upał, nie będzie gdzie kupić wody lub uzyskać pomocy – jeśli nie jesteś w dobrej kondycji lepiej skorzystać z biura podróży, które dowiezie cię pod samą bramę i zawiezie z powrotem pod hotel.

Potem zwiedzaliśmy jeszcze wybiegi gdzie mieszkają tygrysy, które nie urodziły się w Świątyni. Koty takie nie są dopuszczane do turystów (albo turyści do kotów). Jest to spowodowane tym, że zwierzęta te nie były wychowywane przez ludzi i spotkanie z nimi mogłoby skończyć się tragicznie. Tygrysy, z którymi robisz sobie zdjęcia, urodziły się w Świątyni, od małego były wychowywane przez ludzi, karmione butelką i wychowywane przez mnichów i wolontariuszy. Tygrysy, które znajdą się w Świątyni, już nigdy nie opuszczą jej bram – po śmierci zostaną pochowane w jej obrębie.

W końcu nadeszła pora karmienia, w naszej grupie było około 8 osób, wszyscy to miłośnicy kotów bez wcześniejszych przygód z tygrysami. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia maluszków to czekała nas miła niespodzianka – tygrysków było 11, a najmniejszy miał zaledwie 3 tygodnie!

 

tygrysek_atakuje.jpg

Tak wygląda 3 tygodniowy tygrysek z bliska

Tygrysy robiło dużo zamieszania i szumu, biegały, gryzły się, inne korzystały z chwili i smacznie spały. Jednak od razu kiedy przyniesiono mleko wszystkie umilkły i rzuciły się do butelek. Każdy z nas dostał butelkę, tygrys sam się rzucał w ramiona i z takim „małym” kociakiem na rękach, spędziliśmy około 5 minut – tyle im średnio zajęło wypicie mleka. Potem był czas na zabawy i psoty, ogólnie cała sesja trwała ponad godzinę i cały czas byliśmy otoczeni przez brykające, mruczące i dokazujące maluszki. Małe tygryski same wchodziły na ręce, ale te starsze, były bardzie wybredne, wolały atakować swoich mniejszych braci i siostry, co kończyło się wielkim piskiem i krzykiem. Cały czas w pomieszczeniu byli opiekunowie i wolontariusze, opowiadający o małych tygryskach, ich przyzwyczajenia i historie. Spotkanie z małymi tygryskami naprawdę bardzo nam się podobało i byśmy z chęcią tam wrócili albo nawet spędzili kilka dni. Po prostu warto.

A tak bawisz się z malutkimi tygryskami

Jak zostać wolontariuszem/opiekunem tygrysów w Świątyni Tygrysa?

Dużo pisaliśmy o wolontariuszach w Świątynie Tygrysa, którzy opiekują się kotami, pomagają turystom i pracują razem z mnichami. Wolontariat w świątyni jest dla otwarty dla wszystkich, każdy może zaaplikować i większość aplikacji jest przyjmowana. Oczywiście trzeba spełnić kilka warunków: musisz mieć przynajmniej miesiąc wolnego czasu, powinieneś mieć doświadczenie w pracy ze zwierzętami, lub przynajmniej chęć żeby się nauczyć, musisz mieć środki finansowe na swoje potrzeby (świątynia zapewnia spanie, wyżywienie i transport, ale za resztę płacisz sam) oraz musisz być wystarczająco sprawny fizycznie, ponieważ to jest naprawdę ciężka praca. Jest też dodatkowa zasada – w świątyni jest zabronione nawiązywanie stosunków towarzyskich, flirtów, romansików itp. Mnisi tego stanowczo przestrzegają i w razie złamanie tej zasady wolontariusz musi się pożegnać ze świątynią.
W czasie naszego pobytu w świątyni rozmawialiśmy z wieloma wolontariuszami, były to osoby z Australii, Ameryki, ale byli też Polacy, przyszli weterynarze lub po prostu podróżnicy kochający tygrysy.

Ogólnie pobyt w Świątynie Tygrysa w Kachanaburi bardzo nam się podobał i polecamy wszystkim to miejsce. Tylko naprawdę lepiej wybrać się samemu i unikać zorganizowanych wycieczek.

Nasz dzień w świątynie zbliżał się ku końcowi, czekał nas tylko marsz z powrotem na przystanek na „żądanie” i powrót autobusami do Kachanaburi, następnie Bangkoku, a potem autobusem miejskim na Khao San Road. Jednak po otworzeniu portfeli okazało się, że zostało nam około 120 bahtów (12 złotych), czyli suma zdecydowanie nie wystarczająca na kupno biletów. I co zrobiliśmy? A to już zupełnie inna historia.

 

Pora karmienia tygrysków

pora_karmienia.jpg


Ciekawe wydarzenia

Sonda

Obawiasz się wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej?
 Tak
 Nie
 Nie mam zdania

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje, wybierz interesujące Cię kategorie i podaj swój adres e-mail.